Filtr kabinowy to jeden z najtańszych elementów eksploatacyjnych, a zarazem najczęściej zapominany. Nie wpływa na pracę silnika, więc nie psuje wakacji, ale decyduje o tym, czym oddychasz w korku za rurą wydechową ciężarówki i czy zimą szyby parują, czy schodzą szybko. Wymiana to często mniej niż kwadrans i kilkadziesiąt złotych.
Co właściwie robi ten filtr
Powietrze wpadające do kabiny z nawiewu przechodzi przez filtr, który zatrzymuje kurz, pyłki, sadzę i większe cząstki smogu. Filtr węglowy dodatkowo pochłania część nieprzyjemnych zapachów i lotnych związków, na przykład spalin z auta jadącego przed tobą. Po sezonie albo dwóch wkład jest tak zapchany, że przepuszcza mniej powietrza i przestaje skutecznie filtrować.
Objawy, że czas na wymianę
Zatkany filtr daje o sobie znać dość czytelnie, choć rzadko kojarzymy te objawy z jego stanem.
- Słaby nawiew mimo ustawienia dmuchawy na maksimum — powietrze po prostu nie ma którędy płynąć.
- Szyby, które zimą parują i długo nie chcą zejść, bo wilgotne powietrze nie jest sprawnie wymieniane.
- Stęchły, kurzowy zapach przy uruchomieniu wentylacji, czasem z nutą wilgoci, gdy na filtrze rozwinęły się grzyby.
Jak i kiedy to zrobić
Większość producentów zaleca wymianę raz w roku albo co kilkanaście tysięcy kilometrów, ale jeśli jeździsz głównie po mieście, w smogu i kurzu, rób to częściej. Najlepszy moment to jesień, przed sezonem parujących szyb i włączonego ogrzewania. W wielu autach filtr siedzi za schowkiem pasażera i wymienia się go samodzielnie w kilka minut, bez żadnych narzędzi.
Przy okazji warto raz na jakiś czas odgrzybić układ klimatyzacji, bo sam czysty filtr nie pomoże, jeśli za nim, na parowniku, rozwinęły się bakterie odpowiedzialne za nieświeży zapach. Czyste powietrze w kabinie to nie fanaberia, tylko realna różnica dla alergików i dla każdego, kto spędza w aucie codziennie godzinę w korkach.