O płynach w aucie przypominamy sobie zwykle wtedy, gdy zaświeci się kontrolka albo coś zacznie parować spod maski. A przecież kontrola poziomów to kilka minut przy zimnym silniku, raz na jakiś czas, najlepiej przed zmianą sezonu. Jesień jest do tego idealna, bo zima nie wybacza zaniedbań, a wiele płynów ma swoje ograniczenia temperaturowe.
Olej i chłodziwo na pierwszym miejscu
Poziom oleju sprawdzaj na zimnym, równo zaparkowanym aucie, wyciągając bagnet, przecierając go i wkładając ponownie. Plama powinna mieścić się między znacznikami minimum i maksimum. Jeśli olej jest gęsty, czarny jak smoła albo cuchnie spalenizną, nie czekaj na wyznaczony interwał — wymień go przed zimą, bo świeży olej łatwiej radzi sobie z zimnym rozruchem.
Płyn chłodniczy kontroluj wyłącznie na wystudzonym silniku, nigdy nie otwieraj korka, gdy układ jest gorący. Poziom powinien sięgać oznaczenia w zbiorniczku wyrównawczym, a sam płyn mieć wyraźny kolor, nie być rdzawy ani mętny. Warto sprawdzić jego temperaturę krzepnięcia prostym miernikiem, bo rozcieńczony chłodziwo wodą zamarznie i może rozsadzić chłodnicę.
- Płyn hamulcowy chłonie wilgoć z powietrza i z czasem traci właściwości. Wymienia się go zwykle co dwa lata, niezależnie od przebiegu.
- Płyn wspomagania, jeśli układ jest hydrauliczny, też ma swój poziom i kolor — ciemny i pachnący spalenizną to sygnał do serwisu.
- Spryskiwacze napełnij płynem zimowym o odpowiednim stężeniu, a nie samą wodą, bo ta zamarznie w pierwszą mroźną noc.
Drobiazgi, które robią różnicę
Przy okazji zajrzyj pod auto na miejsce parkowania. Każda nowa plama to trop: brązowa to zwykle olej, zielonkawa lub różowa to chłodziwo, jasna i tłusta to czasem płyn ze skrzyni. Im wcześniej zauważysz wyciek, tym taniej go usuniesz.
Jesienna kontrola płynów nie wymaga warsztatu ani specjalnej wiedzy, wystarczy latarka, czysta szmatka i kwadrans spokoju. To najtańszy serwis, jaki możesz zrobić sam, a często ratuje przed awarią w najgorszym momencie sezonu. Jeśli którykolwiek poziom spada szybciej, niż powinien, traktuj to jako objaw, nie jako rzecz do dolewania w nieskończoność.