Mroźny poranek to test dla całego auta, ale najczęściej dla naszej cierpliwości. Kuszące jest, żeby kręcić rozrusznikiem tak długo, aż silnik w końcu zaskoczy, ale to najprostsza droga do rozładowania akumulatora i zalania świec. Odpalanie auta w mrozie ma swoje zasady, które oszczędzają i nerwy, i pieniądze.
Zanim przekręcisz kluczyk
W aucie z silnikiem Diesla kluczowe są świece żarowe. Po przekręceniu kluczyka do pozycji zapłonu poczekaj, aż zgaśnie kontrolka żarzenia w kształcie spirali, i dopiero wtedy uruchamiaj silnik. Przy dużym mrozie warto powtórzyć żarzenie dwa razy. Wyłącz na czas rozruchu wszystkie odbiorniki prądu: światła, dmuchawę, ogrzewanie szyby i radio, żeby cała moc akumulatora poszła w rozrusznik.
Jak kręcić, żeby nie zaszkodzić
Rozrusznik nie jest przeznaczony do długiej, ciągłej pracy. Kręcenie nim bez przerwy przez kilkanaście sekund grozi przegrzaniem i szybkim rozładowaniem akumulatora.
- Uruchamiaj porcjami: kręć maksymalnie kilka sekund, potem zrób kilkanaście sekund przerwy, by akumulator i rozrusznik odpoczęły.
- Jeśli po trzeciej, czwartej próbie nic się nie dzieje, przerwij — dalsze kręcenie tylko zalewa silnik i wykańcza baterię.
- Wciśnięcie sprzęgła przy rozruchu odłącza opory skrzyni i odciąża rozrusznik, co przy mrozie potrafi pomóc.
Po odpaleniu i profilaktyka
Gdy silnik już pracuje, nie szarp gazem i nie ruszaj od razu z kopyta. Daj mu kilkadziesiąt sekund spokojnej pracy, żeby olej dotarł do wszystkich punktów smarowania, a potem jedź łagodnie, aż wskazówka temperatury drgnie. Zimny silnik pod pełnym obciążeniem zużywa się znacznie szybciej.
Najwięcej zrobisz jednak profilaktyką. Sprawny akumulator, olej o właściwej specyfikacji zimowej i czyste, dokręcone klemy decydują o tym, czy auto odpali za pierwszym razem. Jeśli wiesz, że bateria ma już swoje lata, doładuj ją prostownikiem przed falą mrozów. Najlepszy rozruch to ten, o który zadbałeś jesienią, a nie ten, który ratujesz kablami na parkingu w styczniu.