Odcinkowy pomiar prędkości jesienią 2026: 70 km/h na A2, przenoszone kamery i plan kar dla właścicieli aut

Na A2 między Warszawą a Łodzią ma stanąć najdłuższy w Polsce odcinkowy pomiar prędkości z limitem 70 km/h. Co wiadomo o kamerach, wezwaniach z CANARD i projekcie UD263, który obciążyłby właściciela auta?

Odcinkowy pomiar prędkości jesienią 2026: 70 km/h na A2, przenoszone kamery i plan kar dla właścicieli aut

Czterdzieści osiem kilometrów autostrady to przy 140 km/h nieco ponad 20 minut jazdy, a przy 70 km/h ponad 41. Właśnie tę różnicę zacznie pilnować najdłuższy w Polsce odcinkowy pomiar prędkości, który CANARD, czyli Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym w strukturach Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD), zamierza uruchomić na A2 między Warszawą a Łodzią jeszcze w tym roku. Kamery nie pojawią się znikąd, bo GITD przenosi je z trzech dotychczasowych odcinków w Małopolsce i na Śląsku. W tle trwa też dyskusja o projekcie przepisów, który przerzuciłby na właściciela auta odpowiedzialność za zdjęcie, gdy nikt nie przyjmie mandatu, i choć nagłówki bywają pisane tak, jakby ustawa już obowiązywała, na razie jest to tylko projekt.

A2 między Warszawą a Łodzią: dwa odcinki i limit 70 km/h

Autostrada A2 między Warszawą a Łodzią zostanie rozbudowana o trzeci pas, a inwestycja obejmuje 92 km trasy i kosztuje szacunkowo blisko 1,5 mld zł. Według Generalnego Pomiaru Ruchu, który przytacza „Rzeczpospolita”, jeździ tam dziennie od blisko 60 tys. pojazdów w okolicach Łodzi do niemal 100 tys. przy Warszawie. GDDKiA obiecuje, że przez cały czas robót kierowcy zachowają po dwa pasy w każdą stronę, ale będą one miejscami węższe lub poprowadzone inaczej niż dotąd, dlatego zamiast zwykłych 140 km/h ma tam obowiązywać 70 km/h. Przestrzegania limitu mają pilnować dwa odcinkowe pomiary prędkości: między Dzierzgowem a Niesułkowem (około 30 km w każdą stronę) oraz między Koszajcem a Michałówkiem (około 48 km). Ten drugi zacznie się tuż za Pruszkowem i skończy przed zjazdem w stronę Łowicza i Skierniewic. Żadna z tych kamer jeszcze nie działa, a CANARD i GDDKiA mówią o uruchomieniu do końca 2026 roku, bez podawania konkretnej daty. Rzecznik GDDKiA dodaje, że na razie nie ma planów, by pomiar zostawał na A2 po zakończeniu prac. Dla porównania: w pierwszej dobie po włączeniu podobnego systemu na budowie A1 między Tuszynem a Częstochową zarejestrował on, jak podaje „Dziennik.pl”, 1,3 tys. kierowców przekraczających obniżony limit.

Policz to w minutach, bo na takim dystansie liczą się właśnie one. Według CANARD system rejestruje wykroczenie dopiero od przekroczenia limitu o 11 km/h, czyli przy limicie 70 km/h od średniej 81 km/h, co na 48 kilometrach oznacza przejazd szybszy niż w około 35,5 minuty. Kto pojedzie ze średnią 95 km/h, pokona ten odcinek w nieco ponad 30 minut, zyska niecałe 11 minut względem przepisowych 41 i według taryfikatora zapłaci za to 300 zł oraz dostanie 5 punktów karnych.

Skąd wezmą się kamery: trzy odcinki do likwidacji

CANARD planuje zdemontować odcinkowe pomiary na obwodnicy Tarnowa w ciągu DK94, na DK78 między Wilczą a Nieborowicami w województwie śląskim (trasa Gliwice–Rybnik) oraz na południowej obwodnicy Tarnowskich Gór w ciągu DK11. Tarnowski ma niespełna 4,4 km i limit 100 km/h dla samochodów osobowych, ten na DK78 pilnuje 90 km/h, a w Tarnowskich Górach kontrolowany fragment liczy zaledwie 990 metrów. Oferty w przetargu na demontaż mają zostać otwarte 13 października 2026 roku, a wybrana firma dostanie do siedmiu tygodni na zdjęcie sprzętu, usunięcie konstrukcji wsporczych i fundamentów oraz uporządkowanie terenu. Według „Dziennika.pl” GITD przeznaczy na całą operację ponad 1,6 mln zł. Urządzenia nie wrócą na dawne miejsca: serwis Elektromobilni.pl, powołując się na CANARD, pisze, że pojadą na A2 oraz na S7 na obwodnicy Gdańska, na wschód od węzła z A1.

Lepszy wybór niż ślepe zaufanie do aplikacji z mapą fotoradarów: patrz na niebieski znak D-51 (automatyczna kontrola prędkości), który według GITD ma poprzedzać każdą lokalizację odcinkowego pomiaru. Bazy w telefonach mogą nie nadążyć ani z likwidacją starych odcinków, ani z uruchomieniem nowych. Odcinek na A2 będzie ponad dziesięć razy dłuższy od tarnowskiego.

Jak działa średnia i skąd 10 km/h luzu

Żółte kamery na początku i na końcu odcinka rejestrują tablicę oraz czas przejazdu, a system dzieli długość trasy przez ten czas, więc pojedynczy przyspieszony moment nie ma znaczenia, liczy się całość. CANARD opisuje to jako prędkość średnią obliczoną na podstawie czasu potrzebnego na przejechanie kontrolowanego odcinka. Według GITD nowsze urządzenia rozpoznają też pas ruchu i robią zdjęcia nadające się do użycia po zmroku, więc jesienna ciemność niczego nie zmienia. Mandat wylicza się potem wedle zwykłego taryfikatora, który przy przekroczeniach rejestrowanych przez odcinkowy pomiar wygląda tak:

Przekroczenie limituMandatMandat przy recydywie*Punkty karne
11–15 km/h100 złbez zmian2
16–20 km/h200 złbez zmian3
21–25 km/h300 złbez zmian5
26–30 km/h400 złbez zmian7
31–40 km/h800 zł1600 zł9
41–50 km/h1000 zł2000 zł11
51–60 km/h1500 zł3000 zł13
61–70 km/h2000 zł4000 zł14
powyżej 70 km/h2500 zł5000 zł15

*Recydywa to powtórzenie takiego samego wykroczenia w ciągu dwóch lat, a podwojenie stawki dotyczy przekroczeń od 31 km/h. Za jedno wykroczenie można dostać najwyżej 15 punktów karnych.

Czy skoro kamery wyzwalają się dopiero od 81 km/h, możesz spokojnie jechać 80 przy limicie 70? Formalnie nadal popełniasz wykroczenie. Margines 10 km/h wiąże się z art. 129h ust. 5 pkt 3 Prawa o ruchu drogowym, który każe ministrowi uwzględnić w rozporządzeniu możliwość błędu kierowcy do 10 km/h włącznie, tyle że, jak przypomina Prawo.pl, odpowiednie rozporządzenie obowiązywało tylko do końca 2015 roku i nie zostało zastąpione. GITD tłumaczył rzecznikowi praw obywatelskich, że zasadę stosuje nadal, zgodnie z instrukcjami producentów urządzeń, a „Dziennik.pl” pisze, że dotąd działała ona głównie zwyczajowo. Margines istnieje więc w praktyce urzędu, nie w świeżym przepisie, i nie warto go traktować jak prawa, które ci przysługuje.

Po zdjęciu: wezwanie, siedem dni i trzy oświadczenia

Zdjęcie trafia do CANARD, gdzie pracownicy weryfikują materiał dowodowy, a właściciela auta ustalają dzięki automatycznej wymianie danych z Centralną Ewidencją Pojazdów. Nie dostajesz więc od razu mandatu, tylko wezwanie do wskazania, komu powierzyłeś pojazd w oznaczonym czasie, razem z trzema wzorami oświadczeń: nr 1 wypełnia osoba, która kierowała, nr 2 właściciel wskazujący kierowcę, a nr 3 właściciel, który nikogo nie wskazuje lub odmawia wskazania. Na odpowiedź CANARD podaje siedem dni, a po przekroczeniu terminu oświadczenie nadal trzeba niezwłocznie wypełnić i odesłać. Mandat karny kredytowany wystawia się dopiero po oświadczeniu, w którym sprawca zgodził się go przyjąć, i trzeba go zapłacić w ciągu siedmiu dni od odebrania, zgodnie z art. 98 § 3 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. Punkty karne znikają z ewidencji po roku od zapłaty grzywny. Samo niewskazanie osoby, której powierzono auto, jest osobnym wykroczeniem z art. 96 § 3 Kodeksu wykroczeń, zagrożonym grzywną, więc ignorowanie listów z GITD dokłada drugi kłopot do pierwszego.

Nie warto zgadywać ani podawać przypadkowej osoby, bo CANARD rozumie wskazanie jako konkretną osobę wraz z jej adresem. Gdy właścicielem jest spółka lub inny podmiot niebędący osobą fizyczną, odpowiedź składa osoba uprawniona do jego reprezentowania (art. 78 ust. 5 Prawa o ruchu drogowym). CANARD publikuje też ostrzeżenie przed próbami wyłudzenia danych i pieniędzy i przypomina, że pierwsza korespondencja do właściciela nie jest jeszcze mandatem karnym, więc zanim zapłacisz cokolwiek na podstawie wiadomości, której nie jesteś pewien, sprawdź sprawę w eBOK CANARD albo na infolinii.

Projekt UD263: koniec pytania „kto prowadził?”, ale najwcześniej od 2028 roku

Resort infrastruktury przyznaje, że obecny model zawodzi. Według danych cytowanych przez „Dziennik.pl” tylko 38 proc. naruszeń zarejestrowanych w 2025 roku przez odcinkowe pomiary kończyło się karą, a przy zwykłych fotoradarach było to 53 proc. Kierowcy nie odbierają listów poleconych z GITD, wskazują kolejne osoby w łańcuszku albo podają dane ludzi, którzy nigdy nie siedzieli za kierownicą ich auta, i sprawa w końcu utyka. Odpowiedzią ma być projekt ustawy oznaczony UD263: zawiadomienie o naruszeniu trafiałoby bezpośrednio do właściciela lub użytkownika ujawnionego w CEP, a jeśli w ciągu 30 dni od doręczenia kierujący nie złożyłby podpisanego oświadczenia o przyjęciu albo odmowie przyjęcia mandatu, opłatę administracyjną (nie mandat, więc bez punktów karnych) zapłaciłby właściciel. Stawki rosną wraz z przekroczeniem: 1500 zł do 30 km/h ponad limit, 2400 zł przy 31–40 km/h, 3000 zł przy 41–50 km/h, 4500 zł przy 51–60 km/h, 6000 zł przy 61–70 km/h i 7500 zł powyżej tego. Wyjątki mają być wąskie: właściciel uniknie opłaty, gdy udowodni, że auto zostało już sprzedane albo wcześniej skradzione, lub gdy zadziałał stan wyższej konieczności.

Druga część projektu jest mniej głośna, a dla kierowców równie ważna. Od wyniku z urządzenia odejmowano by ustawowo 5 km/h, a na autostradach i drogach ekspresowych 6 km/h, i dopiero z tej skorygowanej wartości wyliczano by skalę przekroczenia: 72 km/h przy limicie 50 daje wtedy przekroczenie o 17, nie o 22 km/h. „Rzeczpospolita” ostrzega przy tym przed czytaniem tego jako obniżenia tolerancji do 5 km/h, bo korekta wyniku i próg, od którego urządzenie w ogóle robi zdjęcie, to dwie osobne sprawy, a jego ostateczny kształt zależy od brzmienia ustawy.

Na dziś to wyłącznie projekt. Według „Faktu” z 5 października jest na etapie analizy uwag zgłoszonych podczas uzgodnień, opiniowania i konsultacji publicznych, a po przyjęciu przez Radę Ministrów trafi do parlamentu. Planowany start to 1 stycznia 2028 roku. Resort radzi już teraz właścicielom, którzy pożyczają auto, by z osobą za kierownicą ustalili z góry, kto przekazuje dane, składa oświadczenie i zwraca koszty, jeśli opłata administracyjna spadnie na właściciela. Taka rozmowa przy kluczykach nie kosztuje nic i warto ją odbyć niezależnie od losów ustawy.

Jak jechać odcinek i co sprawdzić, zanim przyjdzie pierwszy list

Nikt nie przejeżdża 48 kilometrów z zegarkiem w ręku i kalkulatorem na kolanie, więc przed wjazdem na taki odcinek lepiej mieć prosty plan. Na początek, między innymi:

  • Ustaw tempomat na samo ograniczenie, a nie na limit plus „bezpieczny” zapas, bo na odcinku liczącym 48 kilometrów nie wyrównasz średniej w ostatniej chwili.
  • Sprawdź, jaką drogą jedziesz: na autostradzie obowiązuje 140 km/h, na ekspresówce tylko 120 km/h, a „Rzeczpospolita” wskazuje pomylenie jednej z drugą jako typową drogę do mandatu z odcinkowego pomiaru.
  • Aplikacje nawigacyjne często liczą średnią na bieżąco i ostrzegają o końcu odcinka, ale potrafią się zawiesić.
  • Krótki postój na stacji lub MOP-ie podniesie czas przejazdu, więc awaryjnie obniży średnią, tylko że to plaster, nie plan.

Jest jeszcze jedna rzecz do sprawdzenia, zanim przyjdzie pierwszy list: czy auto, które sprzedałeś, nie figuruje wciąż pod twoim nazwiskiem. CANARD ustala właściciela wyłącznie na podstawie Centralnej Ewidencji Pojazdów, nie ma wpływu na jej dane, a o zbyciu pojazdu trzeba zawiadomić starostę w ciągu 30 dni, co może zapobiec kolejnym wezwaniom. Jeśli wezwanie dotyczy już sprzedanego samochodu, wyślij do GITD kopię umowy kupna-sprzedaży, faktury albo aktu darowizny, a adres to skrytka pocztowa 146, 05-090 Raszyn.